“Corto Maltese. Złoty dom w Samarkandzie, t. 8.”, Hugo Pratt

Kiedy Corto Maltese był dzieckiem, przyjaciel jego matki, pięknej Cyganki i czarownicy, chciał powróżyć mu z ręki. Z przerażeniem zdał sobie jednak sprawę, że chłopiec nie ma linii przeznaczenia. Corto rozwiązał tę sprawę w typowy dla siebie sposób. Wyciął sobie brakującą linię nożem ojca, wiecznie nieobecnego angielskiego żeglarza.(“Corto Maltese. Złoty dom w Samarkandzie, t. 8.”, Hugo Pratt).

Wkrótce, wzorem rodziciela, wyruszył w nigdy nie kończącą się podróż (w komiksach Pratt zdaje relację z okresu obejmującego lata 1904-1925), której trasa wiodła m. in. przez Chiny, Japonię, wyspy Pacyfiku, Karaiby, Irlandię, Wenecję, Afrykę, trochę bliższy i daleki Wschód. Na trasie spotkał mnóstwo znanych postaci (m. in. Jacka Londona, „Czerwonego Barona”, Hermana Hesse’ego i Envera Paszę – a to tylko początek długiej listy), niemożliwe miłości (nie ma szczęścia do kobiet), nieoczywistych przyjaciół, skarby do odkrycia i przegrane sprawy, do których ma słabość.

Przy pierwszym spotkaniu Corto Maltese, amant ze skazą, za którym podąża sława pirata i samozwańczego kapitana, wydaje się cynikiem, nieustannie ironizującym i nastawionym tylko na zysk, ale to pozory.

Pod tą maską bowiem skrywa się niepoprawny romantyk, który zawsze staje po stronie słabszych, oczytany erudyta, znawca wiedzy tajemnej, poszukujący sensu istnienia otwarty także na nieoczywiste odpowiedzi, które podsuwają nam wróżbici, jasnowidze i szamani.

Corto, ostatni z prawdziwych romantyków, wie jednak, że jego świat, świat w którym żagiel jest ważniejszy od silnika, liczy się „wiara i czucie”, przyjaźń, przygoda i tajemnica, ma się ku końcowi. Może dlatego całą serię przenika nastrój delikatnej melancholii, a Corto Maltese po raz ostatni widziany był w czasie wojny w Hiszpanii, w czasie której po raz pierwszy zbrojnie zwarły się siły, które miały wkrótce rozpętać II wojnę światową. Potem słuch o nim zaginął.

Z 12 tomów napisanych i narysowanych przez Pratta wybieram nie najbardziej znaną i uhonorowaną (m. in. Grand Prix w Angoulême i lista stu najważniejszych książek XX wieku „Le Monde”) „Balladę o słonym morzu”, ale ósmy w serii tom „Złoty dom w Samarkandzie”.

Po pierwsze jest tu wszystko, co daje tej serii siłę, po drugie to chyba najlepszy moment w rozwoju (w ogóle fenomenalnej) kreski Pratta (odrobinę zbyt szczegółowej w pierwszych tomach, odrobinę zbyt uproszczonej w ostatnich). Po trzecie wreszcie dlatego, że to chyba najwspanialszy z występów Rasputina – drugiej co do ważności postaci serii, która jako jedyna z drugiego planu skradła raz Corto show (w tomie „Młodość”).

Tym co się rzuca w oczy czytelnikowi już po kilkunastu stronach i nasila się w miarę lektury to skomplikowanie, którego nie spodziewamy się zazwyczaj po komiksie, tym bardziej przygodowym – nieprzypadkowo jednak wśród mistrzów Pratta są Stevenson, Kipling i Conrad, a sam „Corto” określany jest jako komiks literacki.

Nakładających się warstw jest multum – kreacja psychologiczna bohaterów, intrygi polityczne, historiografia, aluzje mitologiczne i kulturowe, wątki magiczne, wyrafinowane chwyty literackie, kapitalny humor, rozmaitość nastrojów i, niemal na każdym kroku, niedopowiedzenia, które pobudzają wyobraźnię.

Zacznijmy rozplątywanie tego splotu (nie węzła, bo wszystko tu ze sobą perfekcyjnie współgra) od centralnej intrygi.

Jest rok 1921. Corto wchodzi w posiadanie mapy prowadzącej do legendarnego skarbu perskiego króla Cyrusa przetopionego później i ukrytego przez Aleksandra Macedońskiego gdzieś w okolicach Samarkandy, miejsca, gdzie na rożne sposoby spotykał się Wschód z Zachodem.

Szybko jednak orientujemy się, że misja ma drugie dno. Oto bowiem w Samarkandzie, w tytułowym „złotym domu”, więzieniu o zaostrzonym rygorze, został osadzony przyjaciel („jeśli tak nazwać można tego psychopatę” – słowa Corto) Maltańczyka – Rasputin.

Raspa, jak pozwala nazywać siebie tylko Corto, raczej na pewno nie jest historycznym Grigorijem Rasputinem – ma co prawda jego aparycję, nazwisko i narodowość, ale sporo go też różni od pierwowzoru. Tropienie różnic i podobieństwa to jedna z zabaw w niedomówienia, która proponuje czytelnikom Pratt.

Komiksowy Rasputin często pojawia się w opowieściach o Corto i, przynajmniej do pewnego stopnia, stanowi jego przeciwieństwo.

To „kompulsywny morderca” i krętacz, którego „narodowością jest pieniądz”, a jednocześnie człowiek, który nie może nie budzić sympatii swoją hardością, nawet wobec tych, którzy mają nad nim potężną przewagę (w tym tomie doprowadzi to m. in. do tego, że zostanie przywiązany do nabitej armaty) oraz niewyparzonym językiem, który dodaje opowieści sporo (najczęściej czarnego) humoru. Niemal wszyscy, którzy go znają, używają wobec niego określenia: „szalony”.

Ale Rasputin ma przewagę nad większością schwarzcharekterów, bo, chociaż nie jest w stanie pokonać licznych wad swojej osobowości, to ma ich pełną świadomość. Tak opisuje Corto Chekfetowi (sobowtór Maltańczyka, o nim za chwilę), który pyta, czy jest podobny do Maltese.

Corto Maltese Złoty dom w Samarkandzie kanon klasyka recenzja

Potrafi być też rozczulająco bezradny (jak pod koniec tej opowieści).

Wracając do Chekfeta. Corto, ze względu na łudzące podobieństwo fizyczne, zostaje wzięty za niego już na początku opowieści przez stronników Envera Paszy – tureckiego generała i ważnego polityka ruchu młodotureckiego, ale też architekta ludobójstwa Ormian. Gdy rozpoczyna się ta opowieść, Pasza, który oddzielił się od Kemala Atatürka prowadzi skazaną na porażkę walkę o utworzenie wielkiego państwa tureckiego na wschodzie – ta walka właśnie dobiega końca. Końca, którego świadkiem będzie Corto.

Chekfet to „zawodowy rewolucjonista”, obecnie stronnik Envera Paszy. Gdy Corto zostaje wzięty za niego po raz pierwszy, zaczyna się bać, bo pamięta, że matka ostrzegała go, iż spotkanie z sobowtórem to omen śmierci.

Cień „tego drugiego” będzie wisiał nad tą dwójką przez całą opowieść, ale ich losy przetną się tylko we śnie (sny to kolejny ważny element wielu opowieści o Corto), bo niebezpieczeństwo w sobie tylko właściwy sposób zażegna ostatecznie Raspa.

Wątek sobowtóra został przez Pratta wspaniale ograny zarówno w konwencji czarnej komedii pomyłek, jak i portrecie podwójnym, bo postać Chekfeta można odczytać jako archetyp cienia Corto, ukazanie tego, co by się z nim stało, gdyby poszedł inną drogą.

Wyprawa po skarb i Rasputina (czytelnik musi sam sobie dopowiedzieć, co dla Corto było ważniejsze) obfitować będzie w przygody, które pokazują cały fabularny i rysunkowy repertuar Hugo Pratta.

Mamy więc opowieść o jednostce wplątanej w tryby wielkiej historii i różne warianty reakcji na tę sytuację (od szlachetnego indywidualizmu i sympatyzowania ze słabszymi Corto, bo bezwzględny egoizm Chekfeta) powiązane z pewną wizją historiozoficzną – tu w postaci tragicznego końca Envera Paszy oraz postaci Marianny i Johna Bulla, dwójki aktorów noszących imiona symboli Francji i Anglii, którzy schwytani przez bandę dezerterów tańczą, jak im tureccy bryganci zagrają.

Jest budowanie suspensu za pomocą przepowiedni. Wróżb będzie sporo – oprócz wspomnianego już omenu śmierci, Corto będzie wróżyć Greczynka Kasandra i Shaitan-Samael – znany świetnie z tomu „Etiopik” zły duch.

Są wreszcie spotkania ze znanymi historycznymi postaciami – w tym tomie oprócz wspomnianego Envera Paszy, pojawi się, jako głos w telefonie, sam Józef Stalin, który, po starej znajomości, uratuje Corto przed śmiercią z rąk plutonu egzekucyjnego.

Oprócz klasycznego wątku sobowtóra, pojawi się również motyw życia jako teatru, aluzje mitologiczne (np. imiona Kasandry i jej brata, Narcyza) oraz legendy, które oblekają się w ciało (w tym wypadku asasyni). Wspaniale wypada również warstwa etnograficzna – Pratt ukazuje np. tańczących derwiszów i Jazydów.

Znakomita jest, przewijające się przez cały tom (i twórczość Pratta), skłonność autora do rozbijania balonu patosu i pozornych dogmatów, pokazywanie, że pod skorupą ideologii zawsze można znaleźć dużo bardziej skomplikowane życie.

Widać to idealnie w scenie zwiadu w Nowym Alamucie (twierdzy nowych asasynów), w którym bierze udział Corto i młody “asasyn” – raz, że sam „Alamut” nie wygląda zbyt imponująco, dwa, że „nieustraszony” wojownik jak najbardziej się boi, a w dodatku miałby ochotę wyrwać się do Nowego Jorku, zarobić majątek i prowadzić szczęśliwe życie z „kobietami i szampanem”.

Zamiast przywódców i systemów ideologicznych, które każą za siebie umierać, Pratt, a razem z nim Corto, wybiera plan minimum – najważniejsi są bliźni i relacje z nimi, nawet jeśli, tak jak przyjaźń Raspy i Corto, niedoskonałe. To w prawdziwym spotkaniu z drugim człowiekiem, rodzi się to, co wartościowe.

Tak jak w rozmowie Maltese i Rasputina, gdy wreszcie się spotykają i przekomarzają, bo Rosjanin chce, by przyjaciel przyznał, że przebył taki kawał drogi w imię przyjaźni, a Corto, z przekorą się od tego uchyla (nawet jeśli nie zna się angielskiego, genialnie oddana mimika mówi sama za siebie).

Corto Maltese Złoty dom w Samarkandzie kanon klasyka recenzja

Nie inaczej jest w najwspanialszej ze scen tomu, gdy przyjaciele, przeżywszy atak Rosjan i obejrzawszy dramatyczny koniec Envera Paszy, powinni ruszać dalej i Rasputin wzywa do porzucenia podróżujących z nimi kobiet, Corto podroczywszy się z nim trochę, rozładowuje atmosferę głośnym śmiechem. O dziwo, skwaszony zazwyczaj Raspa, podejmuje grę, rozpoczynają bezinteresowny taniec, który jest afirmacją życia.

Corto Maltese Złoty dom w Samarkandzie kanon klasyka recenzja

Wspaniały scenariusz sprawia, że Corto, jak mało który komiks, zasługuje na miano „powieści graficznej”, ale rysunki są równie dobre.

Charakter tej kreski świetnie uchwycił Sebastian Frąckiewicz (patrz bibliografia), gdy określił je jako „niemal kaligraficzne pociągnięcia piórkiem”.

Graficzny słownik Pratta jest spory i oferuje czytelnikom najróżniejsze atrakcje. Włoch zawsze był chwalony za wierność realiom i pietyzm z jakim oddawał np. mundury, architekturę czy tradycyjne ubiory.

Pratt jest świetny w zbliżeniu i portrecie (patrz spotkanie raspa-Corto powyżej) czy ukazywaniu pojedynków w bliskim planie.

Ale potrafi też zakomponować i oddać dynamikę bitwy w dużych zbiorowych scenach.

Ma fantastyczne wyczucie gestu.

Dba też, by każda (nawet taka, która pojawi się tylko w kilku kadrach) postać była niepowtarzalna.

Osobną sprawę w twórczości Włocha stanowi umiejętność graficznej stylizacji. W „Złotym Domu” pojawia się ona pod koniec, gdy Corto opowiada o skarbie Cyrusa.

Wszystko co napisałem powyżej tylko oczywiście sygnalizuje całe bogactwo zawarte w 12 tomach arcydzieła Hugo Pratta. Nieprzypadkowo jeden z tomów sagi nosi nazwę „Zawsze trochę dalej”. Można tę frazę uznać za credo włoskiego mistrza, który zaprasza do długich eskapad w czasie, przestrzeni i kulturze. I tylko od czytelnika zależy czy weźmie w nich udział.

PS. Na koniec jeszcze uwaga dotycząca koloru. „Corto Maltese” ukazywał się początkowo jako utwór czarno-biały. Potem całość pokolorowano. Polscy czytelnicy poznali się z Maltańczykiem najpierw w oryginalnej, czarno-białej wersji (tak opublikowało 5. tomów Wydawnictwo Post”), potem w kolorowej – tak całą serię wydaje Egmont. Wiem, że są tacy, którzy wersji kolorowej nie uznają, dla mnie to ciekawe posunięcie i lubię oglądać i czytać Corto w obu wersjach. Dla zainteresowanych porównanie jednej ze stron w obu wersjach. A poniżej okładki obu polskich wydań.

Corto Maltese Złoty dom w Samarkandzie kanon klasyka recenzja  

“Corto Maltese, tom 8. Złoty dom w Samarkandzie”, Hugo Pratt, 1. polskie wydanie Post 2011, wyd. 2. (kolorowe) Egmont 2018.

Hugo Pratt – włoski twórca komiksów, który do historii tego medium przeszedł przede wszystkim jako „ojciec” Corto Maltese, ale ma na koncie mnóstwo innych albumów. W naszym kraju znany jeszcze ze scenariuszy do dwóch komiksów narysowanych przez Milo Manarę („Indiańskie lato” – wyd. pol. 2006 i „El Gaucho” – wyd. pol. 2007) oraz rysunków do „Fanfulli” (scenariusz Milo Milani – wyd. pol. 2017). Kilka razy nagradzany w Angoulême, wprowadzony do Hall of Fame Nagrody Eisnera.

Dodaj komentarz